Psychoanaliza 1923-022/1937.pl

Freud, Sigmund (1923-022/1937.pl): Psychoanaliza

Zurück zum Werk
  • S.

    251

    PRZYSTOJNOŚĆ PUBLICZNA.

    p. Zgorszenie publiczne.

    PSYCHOANALIZA.

    Psychoanaliza jest: 1) metodą naukową, mającą na celu ba-
    danie procesów, które w inny sposób mało dostępne są spostrze-
    ganiu; 2) metodą leczenia schorzeń neurotycznych, opartą na po-
    wyższym badaniu; 3) szeregiem zdobytych w ten sposób danych
    psychologicznych, które stopniowo rozrastają się w nową dyscy-
    plinę naukową.

    Rys historyczny.

    Na czym polega psychoanaliza – najłatwiej zrozu-
    mieć dziś można, cofając się wstecz do jej zaczątków i śle-
    dząc jej rozwój w latach 1880 – 1881. Dr. Józef Breuer
    z Wiednia, znany internista i badacz w dziedzinie fizjologii do-
    świadczalnej, rozpoczął leczenie młodej pacjentki, która w czasie
    pielęgnowania chorego ojca zapadła na ciężką histerię, objawia-
    jącą się w postaci porażenia układu ruchowego, zahamowania i
    zakłócenia świadomości. Pacjentka, obdarzona wybitną inteligen-
    cją, nasunęła swemu lekarzowi myśl pogrążenia jej w sen hip-
    notyczny, w czasie którego powierzyła mu nurtujące ją myśli
    i nastroje, co po każdym seansie dawało znaczną poprawę stanu
    chorej. Wytrwałe powtarzanie tego uciążliwego postępowania
    dało wreszcie nader pomyślny wynik – całkowite ustąpienie po-
    rażeń i zahamowań. Ten świetny wynik leczniczy pozwolił nie-
    spodziewanie Breuerowi wniknąć w istotę niezrozumiałej
    nerwicy. Breuer nie prowadził jednak dalszych badań w tym
    kierunku i na razie nawet nie ogłosił swych spostrzeżeń. Dopie-
    ro w 10 lat później udało się piszącemu te słowa (Freudowi),
    który powrócił wtedy z Prayża, ze szkoły Charcota do
    Wiednia) skłonić Breuera do ponownego podjęcia daw-
    nych badań i współpracy. Po kilku latach, w r. 1893, Breuer
    i Freud, ogłosili swe spostrzeżenia w doniesieniu tymczaso-
    wym p. t. „O mechanizmie psychicznym zjawisk histerycznych“,
    a w r. 1895 ukazała się ich wspólna praca „Studia nad histerią“,
    w której swą nową metodę leczenia nazwali „katartyczną“.
    Badania, na których oparte były „Studia“ Breuera
    i Freuda, dały w wyniku dwa spostrzeżenia. Obydwa prze-

  • S.

    252

    trwały próbę późniejszych doświadczeń i dotychczas nie utraciły
    swego znaczenia. Spostrzeżenia te brzmią: 1) objawy histeryczne
    posiadają swe dokładne znaczenie, wypełnia je określona treść,
    przy czym występują one w zastępstwie normalnych procesów
    psychicznych; 2) z chwilą odkrycia znaczenia tych objawów,
    ustępują one same przez się, a więc w tym wypadku badanie
    naukowe pokrywa się najzupełniej z postępowaniem leczniczym.
    Spostrzeżenia te poczynione były na szeregu pacjentów. Cho-
    rzy leczeni byli zupełnie tak, jak pierwsza pacjentka B r e u e r a,
    t. j. pogrążani w sen hipnotyczny. We wszystkich przypadkach
    otrzymano wyniki jak najlepsze.
    Ujemna strona tej metody wyszła z czasem dopiero na jaw.
    Ówczesne teoretyczne rozważania B r e u e r a i F r e u d a
    pozostawały pod wpływem teorii C h a r c o t a i znajdowały o-
    parcie w pracach ucznia jego, J a n e t a, które wprawdzie ukazały
    się wcześniej, niż „Studia“, lecz w rzeczywistości były póź-
    niejsze od pierwszych spostrzeżeń B r e u e r a. W rozważa-
    niach B r e u e r a i F r e u d a najsilniej został podkreślony
    czynnik afektywny. Objawy histeryczne miały, zdaniem ich,
    powstawać w ten sposób, że jakiś silnie naładowany uczuciowo
    proces psychiczny, natrafiał na przeszkody ku swemu wyładowa-
    niu, „odreagowaniu“ na drodze normalnej świadomości albo też
    na drogach, prowadzących do układu ruchowego. Wskutek tego,
    afekt, niejako „uwięziony“, trafiał na niewłaściwe drogi i znaj-
    dował ujście w obrębie inerwacji ciała (konwersja). Okoliczności,
    które sprzyjają powstawaniu takich objawów chorobowych, na
    zwali autorzy „urazami psychicznymi“, a ponieważ sięgały one
    często w odległą przeszłość pacjenta — ujęli to w zdaniu, że hi-
    sterycy cierpią przeważnie na reminiscencje (niezlikwidowane).
    Natomiast metoda katartyczna polegała na utorowaniu uwię-
    zionym afektom drogi do świadomości i umożliwienia im nor-
    malnego wyładowania. Stwierdzenie, czy też założenie, że istnie-
    ją nieświadome procesy duchowe, stanowiło integralną część tej
    teorii. J a n e t również posługiwał się założeniem nieświado-
    mych procesach w życiu psychicznym, ale — jak stwierdził póź-
    niej w swych artykułach polemicznych, skierowanych przeciwko
    psychoanalizie — posługiwał się tym pojęciem jedynie w celach
    metodologicznych, jako zwrotem, ułatwiającym mu wykładać,
    „une façon de parler“, nie przywiązując do niego żadnej wagi,
    jako do nowego poglądu.
    W szkicu teoretycznym wypowiedział B r e u e r szereg u-
    ogólnień natury spekulatywnej o podnietach psychicznych. Uo-

  • S.

    253

    gólnienia te stały się wytycznymi na przyszłość i dotychzas nie
    straciły na swym znaczeniu. Na tym polagel udział Breuera
    w utworzeniu nowej dziedziny. Wkrótce potem odsunął się on
    całkowicie od dalszej współpracy.

    Przejście do psychoanalizy.

    Już w „Studiach“ znajdują wy-
    raz przeciwieństwa w sposobie ujęcia obu autorów. Breuer
    przypuszczał, że wyobrażenia chorobotwórcze dlatego okazują
    działanie „traumatyczne“, ponieważ powstały w stanach „hy-
    pnoidalnych, kiedy zdolności psychiczne podlegają „szczególnym
    ograniczeniom“. Freud nie zgadzał się z tym tłumaczeniem
    i uważał, że wyobrażenie wtedy staje się chorobotwórczym, kie-
    dy pozostaje w sprzeczności z tendencjami, panującymi w duszy
    człowieka i wywołującymi z jego strony reakcję, protest. (Ja-
    net przypisywał stanom histerycznym cechę konstytucjonalnej
    niezdolności do utrzymywania związków między częściami, sta-
    nowiącymi ich treść psychiczną. W tym punkcie rozchodzą się
    znów Freud i Breuer z Janetem).

    W „Studiach“ zaznaczone zostały również nowe drogi, na
    które wkrótce wkroczył Freud, porzucając na zawsze meto-
    dę katartyczną. Po przejściu się z Breuerem, stały się one
    punktem wyjścia dla dalszych jego badań.

    Porzucenie hipnozy.

    Jedna z tych inowacyi wynikała z do-
    świadczenia praktycznego i spowodowała zmianę techniki lecze-
    nia; druga stanowiła znaczny postęp w klinicznym pojmowaniu
    nerwicy. Okazało się bowiem, że nadzieje na wyniki terapeutycz-
    ne, złączone z zastosowaniem metody katartycznej w stanie snu
    hipnotycznego, często zawodzą. Wprawdzie objawy ustępowały
    równolegle do katartycznego oddziaływania, ale wynik ogólny
    okazał się zależnym od stosunku pacjenta do lekarza, a więc nie
    różnił się od tych wyników, które dawała „sugestia“, i o ile tylko
    stosunek ten ulegał zakłóceniu, wszystkie objawy powracały,
    jak gdyby nie zostały już opanowane.

    Stosunkowo niewielka liczba osobników, poddających się
    głębokiemu działaniu hipnozy, zacieśniała przy tym wybitnie krąg
    pacjentów, do których można było stosować metodę katartycz-
    ną. Z tych względów Freud postanowił zarzucić hipnozę;
    równocześnie jednak, dzięki niej, zdobył spostrzeżenia, umożli-
    wiające mu zastąpienie jej inną techniką.

    Swobodne kojarzenie.

    Stan hipnotyczny wywoływał tego ro-
    dzaju rozszerzenie zdolności kojarzenia u pacjentów, że zazwy-
    czaj niedostępna dla ich świadomości droga pomiędzy objawem,

  • S.

    254

    a związaną z nim myślą, czy wspomnieniem –
    miast otworem. Konieczność porzucenia hipnozy stworzyła na
    razie położenie bez wyjścia. Wtedy Freud przypomniał sobie
    o dokonanym przez Bernheima stwierdzeniu, że wszystko
    to, co zostało przeżyte w stanie somnambulicznym, trwa nadal,
    pozornie tylko zapomniane, i może być z powrotem przywołane
    do pamięci przez stanowcze zapewnienie lekarza, że pacjent to
    wie i przypomni sobie. Tych przeto pacjentów, którzy nie pod-
    dawali się działaniu hipnozy, usiłował Freud zmusić do sko-
    jarzeń i na podstawie zdobytego w ten sposób materiału utoro-
    wać drogę do tego, co zostało zapomniane, lub ze świadomości
    wyparte. Zauważył z czasem, że zbyteczne jest zmuszanie chorych
    do tych skojarzeń, że same się wyłaniają w wielkiej mnogości,
    i tylko pewne względy powstrzymują tych pacjentów od poda-
    nia tych skojarzeń do wiadomości lekarza, a nawet od dopuszcza-
    nia ich do własnej świadomości. Z przypuszczeń, które począt-
    kowo nie miały dostatecznych podstaw –
    że wszystko, cokol-
    wiek pacjentowi na myśl przychodzi, musi pozostawać w ściś-
    szym związku wewnętrznym z tym, co skojarzenie to wywołało,
    –
    wyłonił się późniejszy sposób postępowania, odrębna techni-
    ka. Technika ta polega na skłanianiu pacjenta do wyrzeczenia
    się wszelkiej postawy krytycznej i wykorzystania zdobytego
    dzięki temu materiału skojarzeń do wykrycia poszukiwanych,
    utajonych związków.

    Doniosłą rolę w tym decydującym zwrocie na drodze po-
    szukiwań nawej techniki, która zastąpiła hipnozę, odegrała nie- zachwiana wiara Freuda, że zasada determinizmu przenika
    wszystkie procesy duchowe.

    Podstawowe zasady techniczne. Od tego czasu technika
    „swobodnego kojarzenia” nieodwołalnie ustaliła się w psycho-
    analizie. Postępowanie lecznicze rozpoczyna się od tego, że pac-
    jent winien się przeistoczyć w uważnego, lecz pozbawionego na-
    miętności, niejako bezstronnego, samoobserwatora. Odczytuje on
    powierzchnię swej świadomości, z bezwzględną szczerością po-
    wierza lekarzowi wszystko, co się na tej powierzchni wyłania,
    bez względu na to, czy skojarzenie to jest: 1) przykre do zako-
    munikowania, czy 2) wydaje mu się pozbawionym znaczenia,
    3) sensu albo 4) pozbawione wszelkiego związku z tym, co jest
    w tej chwili przedmiotem jego zainteresowania. Okazało się, że
    te właśnie skojarzenia, które budziły w pacjencie zastrzeżenia,
    są najbardziej pomocne w wykrywaniu zapomnianego materiału.

  • S.

    255

    Nowa technika do tego stopnia zmieniła charakter postępo-
    wania wobec pacjenta, spowodowała tak dalece odmienne usto-
    sunkowanie się doń lekarza, przyniosła tyle niespodzianych wy-
    ników, że należało jakimś nowym mianem zaznaczyć jej odmien-
    ność od dawnej metody – katartycznej.

    Freud stworzył dla tej metody, która wkrótce okazała się
    odpowiednią dla leczenia również i wielu innych dolegliwości
    natury neurotycznej, nazwę psychoanalizy. Psychoanaliza okaza-
    ła się przede wszystkim sztuką wykładania „znaczeń“ i postawiła
    sobie za cel pogłębienie wielkich odkryć Breuera w stosunku
    do objawów neurotycznych, stwierdzenie, że są one zawsze peł-
    ne sensu i znaczenia, a występują w zastępstwie innych czyn-
    ności psychicznych. Chodziło teraz o to, aby dostarczony przez
    skojarzenia pacjenta materiał ujmować pod tym kątem widzenia
    i wydobyć z niego ów ukryty sens. Doświadczenie wykazało
    wkrótce, że lekarz zachowuje się najodpowiedniej, kiedy, utrzy-
    mując swą uwagę w stanie spokojnej równowagi, biernie pod-
    daje się działaniu odbywających się w nim procesów podświa-
    domych, wyklucza namysł, unika świadomych nastawień, nie
    wyczekuje z premedytacją na sens usłyszanych słów, nie buduje
    z nich żadnej koncepcji, nawet nie usiłuje utrwalić w swej pamię-
    ci tego, co słyszy, i w ten sposób utrzymuje swoją podświado-
    mość w stałej łączności z podświadomością pacjenta, „odczytuje
    ją“.

    W ten sposób można przekonać się, że kojarzenia pacjenta
    krążą dokoła pewnego tematu w postaci aluzyj, i że wystarczy
    zrobić jeden krok dalej, niż te aluzje sięgają, aby ujrzeć to, co
    jest dla pacjenta niewidoczne, i ewentualnie móc mu to ukazać.

    Oczywiście, że taka metoda postępowania nie dała się zamk-
    nąć w ramy ścisłych zasad i że takt lekarza oraz jego poczucie
    umiaru mają tu pole do wykazania się w pełni. Tam, gdzie wpra-
    wa łączyła się szczęśliwie z bezstronnością, wyniki pracy zasłu-
    giwały na pełne zaufanie, chociażby z tego względu, że następne
    doświadczenie w analogicznym wypadku całkowicie je potwier-
    dzało. Chociaż więc metoda ta wówczas nie była jeszcze dosta-
    tecznie uzasadniona teoretycznie – należało zadowolnić się nią
    w okresie, kiedy tak niewiele wiadomo było o podświadomości,
    o mechanizmie nerwic i patologii procesów psychicznych. Stosu-
    jemy ją bez zmian w psychoanalizie dzisiejszej, jedynie z uczu-
    ciem

  • S.

    256

    ciem większej pewności i z lepszym zrozumieniem granic jej sto-
    sowania.

    Tłumaczenie ruchów omyłkowych i czynności przypadko-
    wych. Prawdziwym triumfem psychoanalizy, jako sztuki, wykła-
    dającej utajone znaczenia, było wykazanie, że pewne, bardzo
    rozpowszechnione zjawiska w psychice człowieka normalnego,
    którymi dotychczas nikt zająć się nie chciał, dadzą się wytłuma-
    czyć podobnie, jak objawy neurotyków. Mają więc one sens u-
    tajony, dający się z łatwością wyświetlić, ale tylko przy pomocy
    psychoanalitycznego ujęcia. Zjawiska, które mamy tu na myśli,
    a więc: chwilowe zapomnienie doskonale znanych słów, imion,
    zapominanie zamiarów i postanowień, t. zw. „przemówienie się”
    w rozmowie, podczas czytania, omyłki w piśmie, gubienie, za-
    wierzanie różnych przedmiotów, wypadki pozornie nierozmyśl-
    nego uszkodzenia własnego ciała, wreszcie ruchy wykonywane
    z przyzwyczajenia bezwiednie, melodie, które nucimy „bezmyśl-
    nie” itp. – wszystkie te zjawiska, nie mieszczące się w ramach
    wyjaśnień „fizjologicznych” okazały się czynnościami, ściśle o-
    kreślonymi pod względem psychologicznym, a ujawniającymi
    bądź stłumiony zamiar człowieka, albo też walkę dwóch zamie-
    rzeń, z których jedno, utajone, chwilowo lub stale, istnieje poza
    świadomością ludzką. Takie uzupełnienie w dziedzinie psycho-
    logii miało bardzo doniosłe i wielostronne znaczenie. Przede
    wszystkim, niespodziewanie zwiększył się zasięg determinizmu
    psychicznego; po drugie, zamiast przepaści, która dotychczaso-
    wym pojęciu dzieliła psychikę człowieka normalnego od psychiki
    chorej, ukazało się wyraźne przejście; wreszcie w wielu wypad-
    kach odsłonięta została wyraźna gra sił psychicznych, których
    istnienie poza zjawiskami przeczuwano, nie wiele o nich wie-
    dząc.

    Nie należy bagatelizować i tej korzyści, że był to nieodparty
    argument na dowód istnienia nieświadomych czynności psy-
    chicznych, argument dla tych, którzy dotąd nie tylko nie uzna-
    wali, lecz wprost wyszydzali pojęcie podświadomego życia du-
    chowego. I dzisiaj jeszcze najlepszym przygotowaniem do pozna-
    nia psychoanalizy jest analiza własnych ruchów omyłkowych i
    przypadkowych czynności, do czego sposobność znajdzie każdy
    z nas w dostatecznym stopniu i niemal na każdym kroku.

    Analiza snów. I znowu niespodziany dostęp do największych
    głębin życia duchowego otworzył się przed psychoanalizą z chwi-
    lą, gdy zastosowano technikę wolnych skojarzeń do snów: włas-
    nych, albo też snów analizowanych pacjentów. W istocie, naj-

  • S.

    257

    PSYCHOANALIZA

    cenniejsze spostrzeżenia i lwią część tego, co nam w ogóle wia-
    domo o podświadomych warstwach psychiki ludzkiej, zawdzię-
    czamy analizie snów. Psychoanaliza przywróciła snom taką do-
    niosłość w życiu ludzkim, jaką do snów przywiązywał człowiek
    starożytny; lecz psychoanaliza ujmuje je inaczej. Nie pozostawia
    marzenia sennego na łasce domyślności wykładacza snów; znacz-
    ną część pracy przerzuca na barki właśnie tego, kto śnił, zmusza-
    jąc go do podania wszelkich skojarzeń, które zjawiają się w polu
    jego świadomości w związku z poszczególnymi fragmentami ma-
    rzenia sennego. Drogą dalszej analizy tych skojarzeń, dochodzi-
    my do treści, która bez reszty pokrywa się z zawartością analizo-
    wanego marzenia sennego, jakkolwiek w każdym najdrobniej-
    szym szczególe jest pełnowartościową, zupełnie zrozumiałą czę-
    ścią życia ludzkiego na jawie.

    W taki więc sposób psychoanaliza zestawia pozorną treść
    marzenia sennego – tę, która ujawnia się przez przypomnienie –
    z jego znaczeniem utajonym. Proces psychiczny, który znaczenie
    snów przeistacza w ich treść, a więc we właściwe marzenie sen-
    ne, proces który przy analizie snów odbywa drogę wsteczną –
    można nazwać pracą marzenia sennego.

    Znaczenie snów, będące w związku i zależności od życia na
    jawie, nazywamy pozostałościami dziennymi. Pod wpływem pra-
    cy marzenia sennego, zasługującej na przyznanie jej cech twór-
    czości, takie pozostałości dzienne ulegają przeróbce następującej:
    przechodzą one szczególną kondensację, zostają stężone; dalej
    zaś – na skutek przeniesienia natężeń, intensywności psychicz-
    nych, ulegają zniekształceniu; następnie przystosowane zostają
    do przejawiania się w postaci obrazów wzrokowych, a wreszcie
    – zanim ukształtuje się z nich pozorna treść marzenia sennego,
    odbywa się w nich wtórna przeróbka, która ten nowy twór
    obdarza czymś na podobieństwo sensu i poniekąd wiąże po-
    szczególne jego części w jedną całość. Lecz ostatni proces nie na-
    leży już właściwie do zakresu pracy marzenia sennego.

    Dynamiczna teoria powstawania marzenia sennego. Nie by-
    ło rzeczą zbyt trudną uchwycić dynamikę powstawania snów.
    Źródłem siły, która kształtuje sny, nie są ani utajone myśli ma-
    rzenia sennego, ani pozostałości dzienne, lecz nieświadome, wy-
    parte dążenia, które mogą nawiązywać łączność z pozostałościa-
    mi dziennymi, a z materiału, dostarczonego przez myśli utajone
    – mogą wyłonić zaspokojenie życzenia. Jeżeli marzeniu sen-
    nemu uda się uchronić sen od zakłócenia, wtedy stoi ono jedno-
    cześnie na straży spełnienia normalnej potrzeby snu, a jednocześ-

    17 EWS III

  • S.

    258

    nie urzeczywistnia życzenia, tkwiące w podświadomości. O ile
    wyłączamy udział podświadomości w tworzeniu się marzenia
    sennego i ograniczymy je do utajonych w nim myśli, możemy
    powiedzieć, że w marzeniu sennym znajduje wyraz wszystko, co
    zaprzątało człowieka na jawie, a więc przestroga, zastanowienie,
    wahanie, zamierzenia, przygotowywanie się do najbliższej przy-
    szłości, a również spełnienie niezaspokojonego życzenia. Obcość,
    niedorzeczność, niezrozumiałość pozornej treści marzenia senne-
    go, jest wynikiem dwóch czynników: po części wynika z tego,
    że utajona myśl marzenia sennego zostaje przetłumaczona na in-
    ny język, inny sposób wyrażania myśli, który można nazwać
    archaicznym; po drugie, działa tu instancja, czynna do pewnego
    stopnia i podczas snu, a będąca instancją ograniczającą, krępu-
    jącą myśli, odrzucającą je krytycznie. Jesteśmy bliscy przypusz-
    czenia, że ta „cenzura marzeń sennych“, która przede wszystkim
    zniekształca utajone myśli tych marzeń i stwarza pozorną treść,
    wypełniającą marzenia senne, jest tą samą władzą psychiczną,
    która za dnia kontroluje i trzyma na wodzy nasze utajone ży-
    czenia, wypiera je ze świadomości.

    Dokładne opanowanie tej dziedziny okazało się bardzo ko-
    rzystne, albowiem psychoanaliza dowiodła, że dynamika po-
    wstawania marzeń sennych nie różni się niczym od dynamiki po-
    wstawania objawów neurotycznych. W obu wypadkach widzi-
    my starcie się wręcz przeciwnych dążności: jednej nieświadomej,
    zwykle wypartej, która dąży do zaspokojenia, spełnienia zawar-
    tych w niej życzeń, i drugiej – wypierającej, odrzucającej te
    życzenia. Druga z tych dążności związana jest prawdopodobnie
    z naszą świadomą jaźnią. W wyniku konfliktu tych sprzecznych
    tendencyj otrzymujemy twór kompromisowy – marzenie sen-
    ne, lub objaw neurotyczny, – w którym obie tendencje znajdu-
    ją połowiczne ujście.

    Teoretyczne znaczenie wykrycia tego podobieństwa między
    objawem neurotycznym, a marzeniem sennym było wielce do-
    niosłe. Ponieważ marzenie senne nie jest zjawiskiem patologicz-
    nym, upoważnia nas to do wniosków, że mechanizmy psy-
    chiczne, tworzące objaw neurotyczny, działają również w psy-
    chice zdrowej; że to, co decyduje w psychice anormalnej, jest
    również miarodajne dla normalnej; że więc zdobycze badań
    nad neuropatami lub psychopatami przyczyniają się do lepszego
    zrozumienia również i psychologii człowieka zdrowego.

    Symbolika. Badając swoisty sposób ekspresji, którym po-
    sługuje się marzenie senne, uczyniliśmy niespodziane spostrze-

  • S.

    259

    żenie, że pewne sprawy, czynności, związki, marzenie senne
    przedstawia za pomocą „symbolów“, z których człowiek śniący
    korzysta, zupełnie ich nie rozumiejąc. Próby kojarzenia z tymi
    symbolami przeważnie również nie dostarczają żadnego mater-
    jału. Wytłumaczenie tych symboli przypada w udziale psycho-
    analitykowi, który może wykryć ich znaczenie doświadczalnie,
    próbując ustalić związek pomiędzy nimi.

    W dalszym ciągu okazało się, że istnieje szereg analogij
    pomiędzy tymi symbolami sennymi a takimi tworami, jak: mi-
    ty, przesądy, podania ludowe (folklor), albo będące w powszech-
    nym użyciu zwroty mowy. Te symbole, z którymi wiążą się naj-
    ciekawsze, dotychczas niezbadane zagadnienia, wydają się być
    częścią pradawnego dziedzictwa duszy zbiorowej. Wspólnota
    symbolów sięga po za granice wspólnoty języka.

    Doniosłość etiologii życia płciowego. Zdobycie psychoana-
    lizy, osiągnięte po zarzuceniu hipnozy na rzecz techniki wolnych
    kojarzeń, są plonem pracy klinicznej w drodze uporczywego wy-
    krywania przeżyć urazowych, od których zdawały się wywodzić
    swój początek objawy histeryczne. W miarę tych badań klinicz-
    nych, coraz wyraźniej występowały na jaw związki, łączące te
    doniosłe pod względem etiologicznym wrażenia. Im dokładniej
    analizowano je, tym dalej cofały się w najdawniejsze lata neuro-
    tycznego pacjenta, po za okres dojrzewania płciowego, w lata
    jego najwcześniejszego dzieciństwa. Nagromadzony materiał na-
    bierał charakteru coraz bardziej jednolitego; trzeba było wreszcie
    uznać wyłaniające się wyraźnie uogólnienie, że u podstawy po-
    wstawania wszelkich objawów chorobowych znajdują się wra-
    żenia o znamionach urazów z wczesnych przeżyć seksualnych
    pacjenta.

    „Uraz seksualny“ przesłonił znaczenie urazu zwykłego, któ-
    ry tylko dzięki skojarzeniom i symbolicznym związkom, łączą-
    cym go z tamtym wcześniejszym, mógł w etiologii choroby ode-
    grać swą właściwą rolę. Jednocześnie badania nad prostszymi
    schorzeniami nerwowymi, występującymi pod nazwą „neura-
    stenii“ i „nerwicy lękowej“, umożliwiły wniosek, że dadzą się
    one sprowadzić do aktualnych zaburzeń w życiu płciowym pac-
    jenta i są do usunięcia przez wyrównanie tych zaburzeń. Upo-
    ważniało to do konkluzji, że nerwice aktualne są obecnym, na
    drodze chemizmu osiągniętym wyrazem takiego zakłócenia, psy-
    chonerwice zaś – bardzo wczesnym, psychicznie przerobionym
    wyrazem dawno przebytych wstrząsów w tej dziedzinie, dziedzi-
    nie

  • S.

    260

    nie czynności tak doniosłych pod względem biologicznym, a tak
    po macoszemu dotąd przez naukę traktowanych.

    Ani jedna ze zdobyczy psychoanalizy nie wywołała tylu
    zastrzeżeń i nie napotkała na opór tak bezwzględny, jak powyż-
    sza zasada o decydującym wpływie etiologicznym życia płcio-
    wego na powstawanie nerwic. Należy też z całą stanowczością
    podkreślić, że wiedza psychoanalityczna w ciągu całego swego
    rozwoju, aż do ostatniej chwili, nie miała najmniejszego powodu
    do jakichkolwiek ustępstw w tym kierunku.

    Okres infantylny w życiu seksualnym. Badania etiologiczne
    naprowadziły psychoanalizę na temat, którego istnienie trudne
    było do przewidzenia. W nauce zakorzeniło się przekonanie, że
    życie płciowe człowieka rozpoczyna się z chwilą okresu dojrza-
    łości płciowej. Wszelkie odstępstwa od tej normy w kierunku
    wcześniejszych przejawów seksualnych u dzieci ujmowano, jako
    anormalny, przedwczesny rozwój, lub jako objaw zwyrodnienia.
    Tymczasem badania psychoanalityczne ujawniły cały szereg za-
    dziwiających, a tym niemniej zupełnie normalnych zjawisk, które
    narzucały konieczność przeniesienia zaczątków życia płciowego
    dziecka niemal do pierwszych chwil jego istnienia pozamaciczne-
    go. Zdumienie budzić musiała okoliczność, że w ciągu tylu lat
    istnienia nauki można było przeoczyć podobne zjawiska. W praw-
    dzie pierwsze spostrzeżenia nad seksualizmem dziecięcym psy-
    choanaliza poczyniła w związku z analizą osób dorosłych. Ma-
    teriał ten mógł wykazywać różne braki, zwłaszcza o ile chodziło
    o źródła seksualizmu dziecięcego, i mógł budzić pewne wątpli-
    wości, nieuniknione w wypadkach, gdy poddajemy penetracji
    zbyt odległy okres ludzkiego życia. Jednak, od roku 1908, psy-
    choanalitycy mieli możność analizowania i bezstronnej obserwacji
    dzieci. Ten bezpośrednio zdobyty materiał w zupełności po-
    twierdził istotne przesłanki nowego ujęcia.

    Seksualizm dziecięcy przedstawiał się pod wieloma względa-
    mi odmiennie od obrazu życia płciowego człowieka dojrzałego
    i wykazywał szereg cech, znanych u osób dorosłych pod nazwą
    „perwersyj“. Trzeba było rozszerzyć pojęcie seksualności poza
    granice, zakreślone przez dążenie dwóch płci do połączenia się
    w akcie płciowym, albo przez usiłowanie otrzymania wrażenia
    rozkoszy za pośrednictwem narządów kopulacyjnych. Takiemu
    rozszerzeniu granic seksualności zawdzięczamy ujawnienie ścisłe-
    go związku, występującego zarówno w dziecięcym, normalnym,
    jak i w perwersyjnym życiu płciowym. W swych badaniach po-
    czątkowych Freud popełnił błąd, przeceniając fakt uwiedze-

  • S.

    261

    nia, jako źródła seksualnych przeżyć dziecka i jako zaczątek
    późniejszych objawów neurotycznych.

    Sprostowanie tej omyłki nastąpiło z chwilą, kiedy psycho-
    analiza uwzględniła wybitną rolę wyobraźni w życiu duchowym
    neurotyka, w której raczej należało szukać źródła choroby, ani-
    żeli w zewnętrznej rzeczywistości. Twory wyobraźni neurotyków
    dostarczyły materiału ostatecznie pozwalającego nakreślić bieg
    rozwoju czynności seksualnych w sposób następujący.

    Rozwój libido. Popęd płciowy, którego wyraz dynamiczny
    nazywamy „libido”, składa się z wielu popędów „cząstkowych”,
    na które może się z powrotem rozpaść. W miarę rozwoju czło-
    wieka, te cząstkowe popędy łączą się stopniowo i tworzą jedno-
    lity, zorganizowany układ. Źródłem popędów cząstkowych są
    różne narządy ciała, a szczególnie niektóre, zwane strefami
    (zonami) erogennymi. Ale i wszelkie donioślejsze procesy fizjo-
    logiczne mają tu swój udział. Każdy popęd cząstkowy dąży po-
    czątkowo do samodzielnego zaspokojenia, niezależnie od innych
    popędów; jednak, w miarę rozwoju, ulegają one stopniowemu ze-
    środkowaniu. Pierwszym (pregenitalnym) szczeblem zorganizo-
    wanego popędu płciowego jest okres oralny, zgodnie z tym, że
    okolica (zona) ust odgrywa w życiu niemowlęcia, w okresie
    karmienia, najdonioślejszą rolę i jest głównym przedmiotem jego
    wszystkich zainteresowań. Dalszym szczeblem tego systemu or-
    ganizacyjnego jest okres sadystyczno-analny, który cechuje
    szczególny rozwój cząstkowego popędu sadystycznego, a zwła-
    szcza zainteresowanie, związane z okolicą (zoną) odbytu. To
    przeciwieństwo, które w rozwoju późniejszym stanowi różnica
    płci, w tym okresie ujawnia się, jako różnica pomiędzy aktyw-
    nością, a biernością popędu. Wreszcie, trzecim i ostatnim szcze-
    blem rozwoju, jest połączenie wszystkich popędów cząstkowych
    i podporządkowanie ich popędowi związanemu z okolicą geni-
    talną. Ten ostateczny stopień rozwoju poprzedza jeszcze falliczny
    okres genitalny, który zjawia się już w dzieciństwie. Jego cechą
    znamienną jest znajomość tylko jednego rodzaju narządów płcio-
    wych, a mianowicie tylko męskich.

    Przedstawiony tu rozwój zwykle odbywa się szybko i nie-
    widocznie, ale pewien zasób popędów cząstkowych zostaje za-
    trzymany na szczeblach, poprzedzających ostateczny wynik roz-
    woju, i w ten sposób dochodzi do związań libido, które-to zwią-
    zania mają doniosłe znaczenie, jako predyspozycje, rozstrzyga-
    jące o późniejszych losach wypartych dążności. Innymi słowy –

  • S.

    262

    są one w ścisłym związku z mającymi się w przyszłości wykształ-
    cić nerwicami i perwersjami (patrz „Libido“).

    Odnajdywanie objektów i zespół Edypa. Zaspokojenie cząst-
    kowego popędu oralnego znajduje z początku ujście w nasyca-
    niu podczas karmienia, a objekt swój umieszcza w piersi matczy-
    nej. Potem następuje oderwanie, popęd staje się samoistnym, a
    jednocześnie autoerotycznym, t. j. odnajduje swój objekt we włas-
    nym ciele. Inne popędy cząstkowe mają początkowo autoerotycz-
    ny charakter, a dopiero później zostają skierowane na jakiś zew-
    nętrzny przedmiot. Szczególnego znaczenia nabiera okoliczność,
    że popędy cząstkowe, związane ze strefą genitalną, przechodzą
    z reguły również okres intensywnego autoerotycznego zaspoko-
    jenia.

    Nie wszystkie popędy cząstkowe znajdują zastosowanie przy
    organizowaniu ostatecznego „układu genitalnego“. Niektóre z
    nich, np. analne, pozostają wówczas na uboczu, doznają stłu-
    mienia, albo też ulegają złożonym przeistoczeniom.

    Już w pierwszych latach dzieciństwa, pomiędzy 2 a 5 rokiem
    życia, następuje scalenie poszczególnych popędów, których ob-
    jektem u chłopców jest matka. Wybór tego objektu, w połącze-
    niu z wrogą postawą wobec rywala-ojca, wypełnia treść t. zw.
    kompleksu Edypa, który u wszystkich ludzi odgrywa decydują-
    cą rolę w ostatecznym kształtowaniu się życia erotycznego. Ce-
    chą znamienną człowieka normalnego jest, że potrafi opanować
    stopniowo zespół Edypa, podczas gdy neurotyk nigdy nie zdoła
    go przezwyciężyć.

    Dwufazowość rozwoju popędu seksualnego. Ten wczesny
    okres seksualny trwa normalnie aż do piątego roku życia, po
    czym następuje przerwa, wypełniona mniej lub więcej wyraźnym
    stanem utajonego rozwoju. W tym okresie zaczynają powstawać
    i rozwijać się hamulce etyczne, które mają osłabiać, ograniczać
    przejawy pragnień, wynikających z zespołu Edypa. W następ-
    nych latach, gdy nadchodzi okres dojrzewania płciowego, kom-
    pleks Edypa ulega w podświadomości ponownemu natężeniu,
    w najbliższej zaś przyszłości doznaje nowych przeistoczeń.

    Dopiero okres dojrzałości płciowej znamionuje całkowita in-
    tensywność popędów płciowych; lecz kierunek dalszego rozwo-
    ju, wszystkie związane z nim na przyszłość predyspozycje zo-
    stały już wyznaczone przez poprzedni okres rozwoju seksualnoś-
    ci we wczesnym dzieciństwie. Ten dwufazowy, przerwany przez
    okres utajonego rozwoju, bieg życia płciowego zdaje się być

  • S.

    263

    PSYCHOANALIZA

    osobliwością biologiczną człowieka, która stwarza sprzyjające
    warunki dla powstawania nerwic.
    Teoria stłumień. Przytoczone rozważania psychoanalizy w
    połączeniu z bezpośrednimi danymi, składają się na następujące
    ujęcie istoty nerwic w najogólniejszym zarysie: nerwice są prze-
    jawem konfliktu pomiędzy jaźnią, a takimi popędami seksualny-
    mi, których jaźń albo nie może uznać w całości, albo, które
    sprzeczne są z etycznymi dążeniami człowieka. Jaźń ludzka stłu-
    miła te sprzeczne popędy, t. j. wyparła je z pola swych zaintere-
    sowań i odgrodziła je zarówno od świadomości, jak i od możli-
    wości zaspokojenia na drodze ruchowej. Usiłując w ciągu naszej
    pracy analitycznej uświadomić te stłumione dążenia, napotykamy
    na władze, które właśnie stłumienia dokonały. Przejawiają się
    one mianowicie w toku analizy, jako opory. Zdolność tłumienia
    ustępuje jednak z łatwością pod naporem popędów płciowych.
    Uwięzione w nich libido toruje sobie z podświadomości inną
    drogę, ulegając przy tym cofnięciu się do wczesnych postaci roz-
    wojowych i do związanego z nimi wyboru objektu. W ten spo-
    sób tam, gdzie istnieją słabe punkty w linii rozwojowej libido,
    gdzie istnieją powiązania infantylne – uwięzione libido znajdu-
    je sobie ujście i dociera do świadomości. To, co powstaje w wy-
    niku, jest objawem neurotycznym, a więc w istocie zastępczym
    zaspokojeniem seksualnym.
    Sam objaw jednak również nie jest wolny od działania tłu-
    miących sił jaźni i, podobnie jak sen, doznaje pod ich wpływem
    zmian i przeistoczeń, na skutek których zatraca swój wyraźny
    charakter zaspokojenia płciowego. W ten sposób objaw jest nie-
    jako wyjściem kompromisowym ze starcia stłumionych popędów
    seksualnych z tłumiącymi je władzami jaźni. Równocześnie ob-
    jaw ten stanowi niepełne, niedoskonałe zaspokojenie dążeń
    sprzecznych sił, uczestniczących w konflikcie. Odnosi się to z
    całkowitą ścisłością do objawów histerii. Natomiast przy obja-
    wach, towarzyszących nerwicom o charakterze natręctw, często
    uwydatnia się przewaga władz tłumiących (powstawanie reak-
    cyj, zabezpieczających przed zaspokojeniem popędu).
    Przeniesienie. Twierdzenie, że popędy, biorące udział w po-
    wstawaniu objawów nerwicowych, są natury seksualnej, może
    wzbudzić wątpliwości. Ostatecznym tego dowodem są jednak
    szczególne wahania uczuciowe, jakim podlega pacjent w stosun-
    ku do osoby lekarza w toku psychoanalizy. Wahania te oscylują
    pomiędzy pełnym tkliwości oddaniem, a pełnym wrogości opor-
    nym nastawieniem względem psychoanalityka. Należy przy tym

  • S.

    264

    podkreślić, że cała ta gama zmiennych uczuć jest odzwiercia-
    dleniem dziecinnych nastawień uczuciowych pacjenta, i to zupełnie
    nieświadomych. Jest to przeniesienie tych wszystkich nastawień
    pacjenta na osobę lekarza. Przeniesienie takie, czy to o charak-
    terze dodatnim, a więc w postaci pełnego czułości oddania, czy
    w formie negatywnej, a więc w postaci nieufności i wrogich u-
    czuć względem lekarza, stanowi wyraz „oporu” pacjenta i staje
    się w rękach analityka jednym z najsilniejszych środków pomoc-
    niczych przy analizie. W dynamice procesu terapeutycznego jest
    ono przeto czynnikiem pierwszorzędnej wagi.

    Fundamentalne zasady teorii psychoanalitycznej. Przyjęcie
    istnienia nieświadomych procesów duchowych, uznanie teorii o-
    porów i stłumień, należyte docenianie roli popędów seksualnych
    i zespołu Edypa – oto zasadnicza treść, podstawa teorii psycho-
    analizy. Kto ich nie uznaje w całej pełni, ten nie powinien zaliczać
    siebie do psychoanalityków.

    Dalsze losy psychoanalizy.

    W powyżej podanym zakresie psychoanaliza rozwijała się na
    podstawie pracy Freuda, który sam wyłącznie ją repre-
    zentował w ciągu dziesięciu niemal lat. W roku 1906 żywo za-
    interesowali się psychoanalizą psychiatrzy szwajcarscy, E. Bleuler
    i C. G. Jung. W r. 1907 odbył się w Salzburgu pierwszy
    zjazd jej zwolenników, i w krótkim czasie po tym zna-
    lazła się psychoanaliza w ognisku zainteresowań nie tylko psy-
    chiatrów, lecz i laików. Sposób, w jaki nową naukę przyjęły tak
    wrażliwe na swój autorytet naukowy Niemcy, nie przynosił szcze-
    gólnego zaszczytu nauce niemieckiej.

    Jednak wszystkie oficjalne wyroki i uchwały, powzięte na
    zjazdach, nie zdołały zahamować rozwoju psychoanalizy, która
    w ciągu następnego dziesięciolecia przeniknęła poza granice Eu-
    ropy i rozpowszechniła się szczególnie w Stanach Zjednoczonych,
    a to zwłaszcza dzięki wysiłkom J. Putnama (Boston), Erne-
    sta Jonesa (Londyn), Flournoya (Genewa), Fe-
    rencziego (Budapeszt), Abrahama (Berlin) i wielu
    innych. Klątwa, rzucona przez oficjalne sfery naukowe na psy-
    choanalizę, skłoniła jej zwolenników do połączenia się w Orga-
    nizację Międzynarodową, której ósmy zjazd odbył się w Salz-
    burgu w r. 1924. Obecnie organizacja ta ogarnia zespoły lokalne
    z siedzibą we wszystkich większych miastach uniwersyteckich
    Austrii, Holandii, Niemiec, Węgier, Szwajcarii, Anglii, Stanów
    Zjednoczonych A. P. i t. d.

  • S.

    265

    Nawet wojna światowa nie przerwała postępu psychoana-
    lizy. W r. 1918/19 założył A. v. Freund (Budapeszt) Mię-
    dzynarodowe Wydawnictwo Psychoanalityczne, które wydaje
    psychoanalityczne czasopisma i książki. W r. 1920 otworzył w
    Berlinie M. Ettingon pierwszą „Poliklinikę psychoana-
    lityczną“ dla niezamożnych nerwowo-chorych.

    Przekłady dzieł Freuda na język francuski, włoski i
    hiszpański świadczą o żywym zainteresowaniu psychoanalizą
    również i w krajach romańskich.

    Pomiędzy 1911 a 1913 r. oderwały się od pnia psychoanali-
    zy dwa kierunki, których dążeniem była widoczna chęć złago-
    dzenia zbyt drastycznych stron psychoanalizy. Kierunek C. G.
    Junga usiłował zaspokoić wymagania etyczne, pozbawił kom-
    pleks Edypa realnego znaczenia, poddając go przewartościowa-
    niu na ujęcie o charakterze symbolicznym, a w praktyce zanie-
    dbał ujawniania zapomnianego „prehistorycznego“ okresu dzie-
    ciństwa.

    Drugi kierunek A. Adlera w Wiedniu powtórzył po-
    szczególne momenty psychoanalizy pod innymi nazwami, np.
    wprowadził pojęcie „protestu męskiego“, nadając tylko barwę
    seksualną pojęciu stłumienia, lecz nie uwzględniał przy tym roli
    podświadomości i popędów płciowych. Rozwój charakteru i roz-
    wój nerwic usiłował wyprowadzić z „woli mocy“, która przez
    nadmierną kompensację przeciwstawia się niebezpieczeństwu, za-
    grażającemu ze strony upośledzeń (małej wartości) narządowych.
    Oba te kierunki nie przyczyniły się do trwałego rozwoju psycho-
    analizy. Co do kierunku Adlera, wyświetliło się wkrótce, że
    ma niewiele wspólnego z psychoanalizą, której miejsce usiłował
    zająć (p. również „Freudyzm“ i „Adler“ – Red.).

    Nowsze zdobycze psychoanalizy. Od czasu, gdy psychoana-
    liza stała się terenem pracy wielkiej liczby badaczy, rozszerzyła
    swe granice i pogłębiła swe spostrzeżenia do tego stopnia, że
    w tym krótkim zarysie można ją tylko pobieżnie uwzględnić.

    Narcyzm. Najdonioślejszym postępem teoretycznym było
    zastosowanie teorii „libido“ do samej „tłumiącej jaźni“. Można
    wyobrazić sobie jaźń, jako wielki zbiornik libido – t. zw. libido
    narcystycznego, z którego w kierunku objektów mogą podążać
    powiązania popędu i przez które mogą być z powrotem wchła-
    niane. Dało to możność przystąpienia do analizy jaźni i ustali-
    ło kliniczny podział psychonerwic na nerwice przeniesieniowe
    i zaburzenia narcystyczne. W pierwszych (histeria i natręctwa)
    mamy do czynienia ze znacznym ładunkiem libido, mającym

  • S.

    266

    skłonność do przeniesienia na obce objekty; w leczeniu psycho-
    analitycznym nerwic „przeniesieniowych“ ten właśnie ładunek
    libido jest przedmiotem naszego zainteresowania, a po tym od-
    działywania leczniczego. Przeciwnie, w zaburzeniach narcystycz-
    nych (Dementia praecox, Paranoia, Melancholia) ładunek libido
    zostaje w całości od objektów odciągnięty i dlatego te postacie
    zaburzeń leżą poza granicami lecznictwa psychoanalitycznego.
    Aczkolwiek psychoanaliza nie zajmuje się leczeniem tych psy-
    choz, nie przeszkodziło jej to odegrać doniosłej roli w ich głęb-
    szym wyjaśnieniu.

    Zmiana techniki psychoanalitycznej. Gdy zainteresowania
    psychoanalizy techniką tłumaczenia, wykładania znaczeń zostały
    zaspokojone, uwaga jej skierowała się ku zagadnieniu, jaki jest
    najbardziej celowy dalszy sposób oddziaływania na pacjenta.
    Wkrótce ustalono, że następne zadanie lekarza polega na ujaw-
    nianiu pacjentowi oporów i okazywaniu mu pomocy w przezwy-
    ciężaniu tychże. Z oporów tych, powstających w toku psychoana-
    lizy, pacjent na razie zupełnie nie zdaje sobie sprawy. Wreszcie
    analitycy doszli do przekonania, że przezwyciężanie oporów sta-
    nowi zasadniczą, najistotniejszą część psychoanalizy i że bez wy-
    pełnienia tego zadania nie może być mowy o dokonaniu trwalszej
    zmiany w psychice pacjenta. Od czasu, gdy psychoanaliza skie-
    rowała główny swój wysiłek na przezwyciężenie oporów, praca
    techniczna analityka osiągnęła ścisłość, w niczym nie ustępują-
    cą precyzji chirurga. Z tego względu, uprawianie psychoanalizy
    przez osoby, nie posiadające dostatecznych studiów analitycz-
    nych i specjalnej wprawy, jest stanowczo niewskazane. Pod tym
    względem lekarz, posiadający jedynie dyplom państwowy, u-
    prawniający go do praktyki lekarskiej, jest takim samym laikiem,
    jak każdy inny bez dyplomu.

    Psychoanaliza jako metoda terapeutyczna.
    Psychoanaliza nigdy nie głosiła, że jest panaceum, i nigdy
    nie twierdziła, że czyni cuda. Na jednym z najtrudniejszych pól
    pracy lekarskiej jest ona w niektórych wypadkach jedyną możli-
    wą metodą; w innych znów wypadkach – metodą, która daje
    najlepsze i najtrwalsze wyniki, zawsze jednak przy odpowiednim
    zużyciu czasu i pracy. Lekarza, który uprawia ją z całkowitym
    oddaniem, wynagradza praca psychoanalityczna, dając mu wgląd
    w zawiłe sprawy życia psychicznego i ukazując mu związek, łą-
    czący duchową stronę człowieka z cielesną.

    W wypadkach, kiedy psychoanaliza nie daje wyraźnych wy-
     

  • S.

    267

    ników leczniczych, lecz jedynie korzyści teoretyczne, toruje mo-
    że drogę do przyszłego, skutecznego leczenia nerwic. Istotną bo-
    wiem dziedziną psychoanalizy są obie postaci nerwic przenie-
    siowych — histeria i natręctwa, których wewnętrzną strukturę
    opracowała psychoanaliza jak najdokładniej. Ujawnia również
    mechanizm różnych lęków (fobij), zahamowań, wypaczeń cha-
    rakteru, perwersyj seksualnych i zaburzeń w dziedzinie życia
    erotycznego. We wszystkich tych przypadkach okazała się też
    skuteczną metodą leczniczą.
    Według niektórych analityków (Jelliffe, Groddeck)
    psychoanaliza okazała się też pomocną w zwykłych chorobach
    ustrojowych, ponieważ i w tych przypadkach czynnik psychicz-
    ny bierze znaczny udział w powstawaniu i rozwoju dolegliwości.
    Ponieważ leczenie psychoanalityczne wymaga podatności ze
    strony pacjenta, przeto psychoanaliza zakreśla pewne granice
    wieku. A ponieważ, z drugiej strony, metoda psychoanalityczna
    wymaga wielkiego wysiłku i czasu — przeto byłoby daremnym
    trwonieniem energii leczenie psychoanalizą osobników bezwar-
    tościowych tylko dlatego, że, między innymi, cierpią oni również
    na nerwicę. Co zaś do udostępnienia psychoanalizy szerszym ma-
    som i przystosowania jej do potrzeb osób, nie posiadających
    dostatecznego stopnia inteligencji — wnioski odnośne można bę-
    dzie wysnuć dopiero na podstawie odpowiedniego materiału, ze-
    branego w poliklinikach.

    Psychoanaliza wobec metod, opartych na hipnozie i sugestii.
    Psychoanaliza tym się różni od metod leczenia, opartych
    na sugestii, perswazji itd., że nigdy nie usiłuje ujarzmić jakich-
    kolwiek przejawów duchowych pacjenta za pomocą autorytetu
    lekarza; natomiast stara się dotrzeć do przyczyn, które przejaw-
    wywołały, i usunąć go przez trwałą zmianę okoliczności, jakie
    jego powstaniu sprzyjały. Nieuniknioną również i w analizie
    dawkę sugestii zużytkowuje lekarz na spowodowanie pacjenta
    do przezwyciężenia oporów, a więc do wykonywania wysiłku
    leczniczego. Przed sugestywnym oddziaływaniem na wspomnie-
    nia pacjenta chroni lekarza umiejętne, ostrożne stosowanie techni-
    ki. Na ogół jednak budzące się w nim opory sygnalizują właśnie
    niebezpieczeństwo i chronią przed błędami, grożącymi ze strony
    sugestywnego oddziaływania. Za cel psychoanalizy uważamy
    możliwie największe zespolenie i wzmocnienie jaźni pacjenta
    przez usunięcie oporów i sprawdzenie stłumień. Dzięki temu,
    zaoszczędzamy mu zużycia energii na tarcia wewnętrzne. Ponad-
    to usiłujemy doprowadzić go do stanu, w którym siły te zu-
     

  • S.

    268

    PSYCHOANALIZA

    żytkuje najzgodniej ze swymi możliwościami życiowymi. W ten
    sposób przywracamy mu zdolność do pracy i odczuwania rozko-
    szy w życiu.

    Usunięcie objawów chorobowych nie jest wyłącznym celem
    analizy, lecz przy prawidłowym przeprowadzaniu jej, zniknięcie
    objawów jest niejako wtórnym wynikiem leczenia. Psychoana-
    lityk uwzględnia odrębność natury pacjenta, odnosi się z sza-
    cunkiem do jego cech osobistych, nie usiłuje go kształtować na
    wzór własnych ideałów życiowych, cieszy się, kiedy może unik-
    nąć udzielania mu rad w tym kierunku, a wzamian obudzić jego
    własną inicjatywę życiową.

    Stosunek do psychiatrii. W obecnym swym stanie, psychia-
    tria jest przeważnie nauką opisową. Jej klasyfikacja nastawiona
    jest bardziej na zjawiska cielesne, aniżeli psychiczne, wskutek
    czego brak jej podstaw do teoretycznego tłumaczenia zjawisk.
    Psychoanaliza nie jest w sprzeczności z psychiatrią, jak by to
    wynikać mogło z wrogiego ustosunkowania się do niej ogółu
    psychiatrów. Psychoanaliza jest psychologią głębin duszy, psy-
    chologią tych procesów duchowych, które nie mają dostępu do
    świadomości. Jako taka, powołana jest do przygotowania dla
    psychiatrii nieodzownych dla niej podstaw psychologicznych i
    umożliwienia jej prawdziwego rozwoju. Gdy w przyszłości po-
    wstanie psychiatria naukowa, okaże się prawdopodobnie, że wła-
    śnie psychoanaliza stanowiła wstęp do niej.

    Nieporozumienia w związku z krytyką psychoanalizy.

    Znaczna część zarzutów, skierowanych pod adresem psy-
    choanalizy, nawet w dziełach naukowych, polega na niedokład-
    nych wiadomościach. Nieświadomość ta wydaje się być objawem
    oporów natury afektywnej. A więc, zupełnie niesłuszne jest za-
    rzucanie psychoanalizie „panseksualizmu” i pogląd, że sprowa-
    dza ona całe życie duchowe do przejawów seksualizmu ludzkie-
    go. Przeciwnie, psychoanaliza odrazu odgraniczyła popędy seksu-
    alne od innych, które określiła, jako popędy jaźni. Nigdy nie
    zamierzała znaleźć wytłumaczenia „dla wszystkiego”, a nawet
    nerwic nie ujmowała wyłącznie, jako wyrazu popędów płciowych,
    lecz właśnie jako wynik konfliktu między tymi popędami, a dąż-
    nościami jaźni. Libido w pojęciu psychoanalitycznym nie jest
    w ogóle energią psychiczną (z wyjątkiem C. G. Junga), lecz
    siłą napędową instynktu seksualnego. Nigdy też psychoanaliza
    nie utrzymywała, że wszystkie sny stanowią spełnienie pragnień
    seksualnych. Psychoanalizie, jako nauce o podświadomych pro-
    cesach duchowych, mającej wyraźnie ograniczone pole pracy,

  • S.

    269

    nie można zarzucać jednostronności, tak samo, jak tego zarzutu
    nie można czynić chemii. Tylko złośliwość w połączeniu z igno-
    rancją może utrzymywać, że psychoanaliza spodziewa się wyle-
    czenia dolegliwości nerwicowych przez „nieskrępowane wyżycie
    się seksualne“. Uświadomienie komuś jego skłonności perwer-
    syjnych przyczynia się raczej do ich opanowania, które jest nie
    do osiągnięcia na drodze przejściowego tłumienia tych popędów.

    Śmiało można utrzymywać, że psychoanaliza uwalnia neuro-
    tyka z więzów jego własnej seksualności. Pozbawionym wszel-
    kich cech naukowości jest zarzucanie psychoanalizie, że dąży do
    poderwania podstaw religii, autorytetu i moralności. Psychoana-
    liza, podobnie jak każda inna gałąź wiedzy, wolna jest bowiem
    od wszelkich tendencyjności i ma na celu jedynie uogólnienie,
    w sposób pozbawiony wewnętrznych sprzeczności, stosunków
    rzeczywistych, którymi się zajmuje.

    Wreszcie, tylko prostactwo może być źródłem zarzutu, że
    psychoanaliza zagraża najwyższym wartościom ludzkim, nauce,
    sztuce, miłości, uczuciom moralnym i społecznym, ponieważ po-
    trafi wykazać, że wszystkie te najwyższe dobra ludzkie można
    wyprowadzić z najelementarniejszych, animalnych popędów.

    Zastosowanie psychoanalizy poza obrębem medycyny. Po-
    bieżny ten zarys miałby poważne braki, gdybyśmy nie wspom-
    nieli o tym, że psychoanaliza jest jedyną z pośród nauk lekar-
    skich, która znalazła zastosowanie w odległych dziedzinach nauk
    o duchu ludzkim i że w rozwoju historii religii, kultury, mito-
    logii, literatury itd. zaczyna odgrywać rolę tak doniosłą, jak w
    psychiatrii. Może to wzbudzać rzeczywisty podziw, gdy zważy-
    my, że na początku nie miała innego celu, prócz wytłumacze-
    nia i leczenia objawów neurotycznych. A jednak, można z łat-
    wością ustalić punkt, w którym nastąpiło to przejście psychoana-
    lizy do wspomnianych nauk.

    Kiedy analiza snów ujawniła nieświadome procesy duchowe
    i wykazała, że te same mechanizmy, które wywołują objawy pa-
    tologiczne, działają również w normalnym życiu psychicznym,
    psychoanaliza stała się tym samym psychologią najgłębszych
    pokładów duszy i w tej roli okazała się zdolną do wyświetlenia
    całego szeregu zagadnień z zakresu nauk o duchu ludzkim, na co
    nauka oficjalna nie potrafiła się zdobyć. Punktem wyjścia stały
    się rozważania nad filogenezą człowieka. Stwierdzono, że funkcja
    patologiczna bywa często jedynie postacią cofnięcia się do nor-
    malnej formy rozwojowej w odległej przeszłości.

    C. G. Jung pierwszy zwrócił uwagę na podobieństwo sza-

  • S.

    270

    lonych fantazyj chorych na otępienie wczesne z mitycznymi wy-
    obrażeniami ludów pierwotnych. Freud wykazał później, że
    oba pragnienia, które wypełniają treść zespołu Edypa, pokrywają
    się też najdokładniej z dwoma najsurowszymi zakazami toteizmu
    (kara śmierci za zabicie totemu i za pojęcie za żonę kobiety włas-
    nego rodu). Ze spostrzeżenia tego Freud wysnuł szereg do-
    niosłych wniosków. Zespół Edypa począł urastać do rozmiarów
    gigantycznych; nasunęły się domysły, że szereg instytucyj praw-
    nych, porządek publiczny, moralność, religia powstały w za-
    mierzchłych okresach rodzaju ludzkiego, jako reakcje zbiorowe,
    zabezpieczające przed zespołem Edypa. O. Rank oświetlił
    zo pomocą analizy genezę mitów i postaci w literaturze. Th.
    Reik ujął pod tym kątem dzieje moralności i religii; wreszcie
    pastor O. Pfister zdołał obudzić zainteresowanie dla psycho-
    analizy wśród wychowawców i nauczycieli i wykazał doniosłe
    znaczenie zdobyczy psychoanalitycznej dla pedagogiki.
    W ramach pobieżnego przeglądu trudno wyliczyć wszystkie
    dziedziny, w których zastosowanie psychoanalizy dało ciekawe
    i nieoczekiwane wyniki. Ograniczamy się do stwierdzenia, że
    w chwili obecnej rozmiary tego zastosowania nie dadzą się jesz-
    cze określić.
    Psychoanaliza, jako nauka doświadczalna. Psychoanaliza nie
    jest systematem filozoficznym, który, posiłkując się najogólniej-
    szymi, ściśle określonymi założeniami, pragnie ogarnąć cały ob-
    szar życia, systematem wykończonym, zamkniętym w ten sposób,
    że już później nie mieści w sobie żadnych nieprzewidzianych
    odkryć, ani nowych poglądów. Psychoanaliza jest ściśle związa-
    na ze zdobyczami na własnym polu pracy; usiłuje rozwiązać naj-
    bliższe zagadnienia, wynikające z nowych spostrzeżeń; opiera
    się na każdorazowym doświadczeniu; jest zawsze gotowa odwo-
    łać to, co głosiła, zmienić dawne poglądy. Podobnie, jak chemii
    i fizyce, nie przeszkadza psychoanalizie w jej badaniach oko-
    liczność, że jej zasadnicze pojęcia niezupełne są jasne, że jej u-
    ogólnienia są prowizoryczne, a jedynie od wyników dalszej pra-
    cy oczekuje ściśle określonych koncepcyj.
    (Freud.)


    PSYCHOLOGIA INDYWIDUALNA.


    p. Adler.